Hasta siempre, Comandante
Nov. 28th, 2016 03:53 amSzedłem gdzieś, nie wiem gdzie,
Kiedy pochwycili mnie,
Ale ja szarpałem się,
Więc w łeb mi dali!
Kiedym ocknął się, był dzień,
Miękkie łóżko, łeb jak pień,
Duży pokój, jasna sień.
Gdzie mnie zabrali?
Wtem nade mną staje ktoś,
Ma łagodny miękki głos,
-- Pobłogosław -- mówi -- los,
Będzie ci dobrze!
Tu ci dadzą jeść i pić,
Dadzą ci dostatnio żyć,
Strój na tobie będzie lśnić,
Tu płacą szczodrze.
Poderwałem z łóżka się, patrzę po sali,
Kilkunastu takich po niej snuje się --
Wykastrowali mnie! Wykastrowali!
I w kastratów chór wcielili mnie!
Rok nauki zajął śpiew;
Śpiewam z nut, przestygła krew,
Alkoholu ani dziew-
Cząt na lekarstwo!
Mówią -- z tego tu się śmiej --
Wtedy stresów będzie mniej,
A ja myślę coraz chwiej-
Niej, że to łgarstwo!
Tyje tutaj się, i twarz
Już jak inne twarze masz,
Nie znosimy się nawza-
Jem, i to wszystko!
Z marzeń tylko jedno już
Ma z nas każdy, że a nuż
Jakiś magnat weźmie go
Jako solistę.
I stoimy na galerii, chór kastratów,
Płynie nasz łagodny śpiew, pochwalny śpiew!
-- Laudatur -- śpiewamy -- laudatur!
Głos nasz równo i szeroko niesie się.
(Jacek Kaczmarski. "Pamiętnik znaleziony w starych nutach". Z alb. "Carmagnole", 1982)